piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 4

Weszłam do domu. Deidary nie było ani widać, ani słychać. Przeszukałam cały dom. Zniknął. Super znowu poszedł gdzieś ze swoimi kolegami. Na stole w kuchni znalazłam kartkę z pieniędzmi.
„Idź do sklepu zrób jakieś zakupy. W lodówce jest pusto. Wrócę pewnie wieczorem, więc może zamów coś sobie na obiad.
Dei”
Normalnie kocham go. Zostawia wszystko na mojej głowie, jak zawsze. Nie chce mi się iść samej na zakupy… Sklep jest dwie przecznice stąd. Wyjęłam telefon, który zaczął dzwonić. Zdziwiłam się widząc, że to mój brat.
-No? – Zapytałam na powitanie.
-Miło cię słyszeć. – Zaczął śmiejąc się Deidara. – Zbieraj się, bo zaraz przyjadę i zawiozę cię do domu Itachiego. – Oznajmił mi.
-Po co? – Zapytałam zdziwiona tym faktem.
-Okazało się, że nie wrócę na noc. Wuj Itachiego chce naszej pomocy.
-No i co z tego, że nie wrócisz na noc? – Zapytałam spokojnie. – I dlaczego pomagacie panu Uchiha? – To wszystko w ogóle się nie układało.
-Itachi mu pomaga, a teraz potrzebuje więcej rąk do pracy, więc czemu nie zarobić? – Czułam, że te pytanie jest retoryczne, dlatego mu na nie, nie odpowiedziałam. – Nie chce zostawiać cię samej, a z Sasuke jesteś już trochę bezpieczniejsza. U nas nie ma miejsca na niego, więc idziesz do nich. Dobra zbieraj się. Pamiętaj, że jutro szkoła. – Zaśmiał się.
-Lepiej ty o tym pamiętaj. Nie jadę. – Zaprzeczyłam.
-Nie masz tu nic do gadania. Będę za pięć minut. – Rozłączył się nie dając mi już nic powiedzieć.
Nie mając innego wyjścia wzięłam torbę, do której włożyłam wszystkie potrzebne rzeczy oraz plecak, w którym były rzeczy do szkoły. Usiadłam w salonie w oczekiwaniu na zbawienie, że Deidara się rozmyśli i zostanę w domu sama. Ale moje marzenie zniknęło razem z dzwonkiem do drzwi. Wstałam podeszłam do nich, gdy tylko je otworzyłam…
-No kochana! Tylko tam Sasuke nie róbcie sprośnych rzeczy. – Zaśmiał się, Sasori, który w ogóle nie wiadomo, po co wszedł do domu. Za nim nie było blondyna.
-Gdzie Dei? – Zapytałam olewając go.
-Nie mógł przyjechać, więc jestem ja! – Zawołał. – No chodź, jedziemy. – Wziął ode mnie rzeczy poszedł do samochodu. Jego samochód nie wyglądał tak pięknie, jak Deidary czy Itachiego. Był pospolity. BMW to wiem, bo widzę znaczek. Ale wygląda na dość zwykłe auto. Usiadłam na miejscu pasażera, a chłopak odłożył rzeczy do bagażnika. Po chwili wsiadł do samochodu. 
-No to co? – Cały czas się uśmiechał. Mając w głowie złe myśli, ja to wiem. – Miło dzisiaj czas spędzicie z Sasuke, co? – Zachichotał.
-Saso… - pokręciłam głową i oparłam się o szybę.
-Będziecie sami. Więc nie wiadomo, co wam do głowy przyjdzie. 
-Na pewno nie to, o czym myślisz. - Wybuchł śmiechem. 
-Skąd znasz moje myśli? 
-Bo wy wszyscy jesteście zboczeńcami. Wszyscy oprócz Itachiego. – Zerknęłam na niego. Chwile się zastanawiał.
-Itachi? On też jest zboczony. – Spojrzał na mnie i zatrzymał samochód. – No jesteśmy na miejscu. – Wysiadł i poszedł od razu do bagażnika. Zrobiłam to, co on i zabrałam od niego rzeczy. – Miłej zabawy dzieciaki. Sasuke nie zgwałć jej! – Krzyknął w stronę drzwi. Dopiero teraz zorientowałam się, że stoi tam czarnowłosy. Zaczęłam iść w stronę jego domu, gdzie droga pomiędzy bramą, a drzwiami była wielka. Po co ktoś tak daleko buduje dom? Kiedy już dotarłam do chłopaka, patrzył na mnie tym swoim wzrokiem, który nie pokazywał żadnych emocji. 
-Hej. – Przywitałam się. 
-Hej. – Odpowiedział wpuszczając mnie do środka. – Nie wiem, jakim cudem się na to zgodziłaś. 
-A miałam wyjście? 
-Zawsze jest jakieś wyjście. – Zaśmiał się. – Jadłaś obiad? – Zapytał. Czułam się jakby był moją niańką.
-Nie. Od razu po powrocie do domu dostałam piękny telefon o przyjeździe tu. –Wrzuciłam swoje rzeczy na fotel w dużym pokoju i weszłam do niego głębiej. 
-Nessi zostawiła coś dla mnie i Itachiego, więc spokojnie się najesz. Zaraz wrócę. – Odwrócił się na pęcie i wyszedł z pokoju. Jak na gościa, który jest chamski i nie miły, zachowuje się dość miło. W ogóle nie przejmuje się tym, że przeszliśmy dziś dziwną rozmowę na temat chodzenia. Po co ja sobie to przypomniałam… Teraz nie będę mogła z nim normalnie rozmawiać. O co mu chodziło. Czemu w ogóle mi je zadał. To nie jest w jego stylu. Zazwyczaj to dziewczyny latają za nim. Może naprawdę się w kimś zakochał? Wyciągnę to z niego. Mam przecież na to całe popołudnie i wieczór. Poczułam piękny zapach spaghetti. Uwielbiam je. Do pokoju wszedł czarnowłosy z tacą, na której były dwa talerze, napój i dwie szklanki. Postawił to na stoliku, który na ostatniej imprezie wypełniony był alkoholem oraz narkotykami. Usiadł koło mnie. Jedliśmy w ciszy, nikt się nie odzywał. Nie miałam chęci zaczynać jakiegoś tematu, bo od razu by zaczął na mnie naskakiwać. Gdy skończyliśmy Sasuke włączył telewizor, na którym przewijał kanały. Znalazł ten, który chciał, czyli muzyczny i zostawił pilot w spokoju. Rozłożył się na kanapie i patrzył na jakieś laski i ich wielkie cycki w teledysku. Wyjęłam z torby biologię z zeszytem i zaczęłam się uczyć. Nie interesowało mnie to co sobie pomyśli, chce być w przyszłości lekarzem i nikt mi tego nie zabroni. Po jakimś czasie poczułam na policzku jego oddech. Zerknęłam w jego stronię. Patrzył chwilę na mnie, a potem na zeszyt. 
-Ty tak na serio chcesz być tą lekarką? Myślałem, że ci przeszło. – Zapytał i spojrzał na mnie. Każdy wiedział, że chce być lekarzem i można było to wywnioskować z mojego zeszytu. Nie było w nim nic czego w tym momencie się uczymy. Jestem dwa lata do przodu z nauką z biologii. 
-Nadal. Co się nie podoba? – Odwróciłam głowę w jego stronę i uśmiechnęłam się. Oddzielały nasz może dwa centymetry. Z matmy nigdy nie byłam dobra.
-Ależ skądże. – Także się uśmiechnął. – Miałaś tam, gdzie ty tam byłaś… No wiesz.
-W Ameryce. – Skończyłam za niego.
-No. Miałaś tam chłopaka? – Zapytał. I fala wspomnień objęła mnie. Chodziłam z Sasuke przed wyjazdem. Zerwałam z nim przez jego zdrady, dla niego liczył się tylko sex, a ja nie miałam chęci go uprawiać.
-Ależ oczywiście. – Uśmiechnęłam się chytro. Zwróciłam wzrok z powrotem do książki.
-Ach tak? – Chłopak przeciągnął się. Oparł o kanapę i patrzył na mnie. – Jaki był? – Widać z jego twarzy, że bardzo go to interesuje.
-Więc… – odłożyłam książki na stół. Odwróciłam się w jego stronę siadając z krzyżowanymi nogami, ten odwrócił tylko bardziej głowę. – Wysoki. – Spojrzałam na sufit jakbym czegoś szukała. – Ponad dwa metry. – Skwitowałam zerkając znowu na chłopaka. – Wysportowany. – Wyliczałam wszystko na palcach. – Ciemna karnacja. Ciemne włosy. A… - Udałam jakby mi się coś przypomniało. Szybko z ekscytacją załapałam chłopaka za rękę. – Gra w kosza jak ty! Jest w drużynie z Ameryki.
-Jakiej? – Zapytał mało się przejmując. 
- W reprezentacyjnej. – Skwitowałam.
-Rezerwowy? – Nadal pytał.
-Nie! – Krzyknęłam. – Skrzydłowy. Nazywa się Aomine Daiki. – Uśmiechnęłam się. Sasuke ledwo utrzymał swoją poważną twarz. W końcu zauważyłam na jego twarzy zmieszanie i zdziwienie. Chodź tak bardzo próbował tego nie pokazać.
-Kłamiesz. – Prychnął. – Kto by chciał taką deskę. – Poprawił się na kanapie.
-Ej! Chce przypomnieć, że ty mnie wybrałeś! – Zawołałam.
-Dawno i nie prawda. – Uśmiechnął się chytrze.
-Cham! – Cisnęłam w niego poduszką i wyszłam z pokoju. Skierowałam się w lewo. W sumie to przed wyjściem z pokoju mogłam zapytać gdzie mają kuchnię. Ale mój instynkt wygrał idąc cały czas prosto wylądowałam w pomieszczeniu. Wielkie. Pełno szafek, z wyspą na środku. Po mojej lewej stół, na którym powinno się jadać, a po lewej drzwi. Już nie byłam taka wścibska i nie sprawdzałam co za nimi się znajduje. Zauważyłam dwie butelki z wodą na blacie. Podeszłam do nich i po sprawdzałam z dziesięć szafek, aż w końcu znalazłam upragnioną szklankę.
-No widzę, że Deidara uświadomił, że możesz się tu czuć jak w domu. – Usłyszałam za sobą. Zerknęłam za siebie. Chłopak stał w wejściu. 
-Nie. – Otworzyłam butelkę. – Ale umiem sobie sama nalać wody. – Wzięłam napełnioną szklankę. Odwróciłam się, a chłopak stał krok ode mnie.
-Brawo. Dziecko nauczyło się być samodzielne. – Zakpił
-Och dziękuję za pochwałę. – Sasuke przybliżał się do mnie coraz bliżej. W końcu wylądowałam w jego pocałunku. Powinnam to zatrzymać, ale zawsze uwielbiałam te jego namiętne, a za razem nachalne uczucie. Usadził mnie na blacie. Sakura uspokój się, powtarzałam sobie w myślach. Złapałam chłopaka za barki i odciągnęłam od siebie.
-Nie mogę. Sasuke, nie jesteśmy razem. – Spojrzałam w bok i zakryłam usta dłonią. –Ja nie jestem taka. Nie chce całować się z byle kim.
-Dzięki za określenie mnie. – Odszedł ode mnie o krok z miną, jakby zaraz miał się na mnie rzucić z nożem. 
-Nie. Nie chodzi o to. Po prostu… Nie jesteśmy razem. Nie będziemy. Więc…
-Taka jak dawniej. Nic się nie zmieniłaś. – Oparł się o blat z wyspy. – No to jak tam było z Twoim wymyślonym chłopakiem? 
-Nie wymyśliłam go! – Zdenerwowałam się.
-No jasne. – Zerknął na ogród przez okno. 
-Ale ty jesteś denerwujący. – Zeszłam z blatu i zabrałam szklankę z wodą. Wróciłam na poprzednie miejsce. Usiadłam jednak na podłodze, ponieważ stolik był niski. Rozłożyłam książki i zeszyt. Zaczęłam odrabiać prace domową. Sasuke przechodząc przez pokój burknął, że idzie do siebie. 
Po długiej nauce, ponieważ była już dwudziesta, a zaczęłam o szesnastej. Dawno tak długo się nie uczyłam. No ale chociaż raz będę przygotowana na lekcje. Wstałam chowając książki, poszłam na górę z nadzieją znalezienia łazienki. Idąc do upragnionego miejsca minęłam otwarte drzwi do pokoju, w którym siedział Sasuke. Grzebał coś w komputerze, a w koło niego leżało pełno książek. Weszłam po cichu i zaczęłam patrzeć jak ze skupieniem czytał coś, a później wpisywał do komputera. Dotarłam do biurka. 
– Jeszcze takiego skupionego to cię nie widziałam. - Chłopak szybko odwrócił się przy tym zrzucając książkę. Podniosłam ją. Książka z przedsiębiorstwa. Czarnowłosy szybko wyrwał mi ją z ręki. – Ty i matma? 
-To nie matma. 
-Ale jakieś połączenie z tym jest. 
-Nie twój interes. –Odburknął. Odłożył książki na jedną gromadkę. Wyłączył monitor.
-Przecież jesteśmy na profilu ogólnym. 
-Nie chce przypominać, że tylko taki profil w naszym liceum jest. Masz trzy klasy, które mają ten sam profil. – Odburknął i odkręcił się na krześle w moją stronę. Ja plecami oparłam się o biurko.
-Masz już jednak jakieś plany. – Spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Chce firmę po wuju. Jeśli Itachi nie będzie tego godzien. 
-I dlatego próbujesz się czegoś uczyć o zarządzaniu firmy? – Zapytałam podając książkę, która leżała koło mnie. Zabrał ją i odłożył do reszty.
-Tak. Jeśli będę lepszy od Itachiego, wszystko będzie dla mnie. On i tak już ma zarobek na życie.
-Jaki niby? – Spytałam, przekręcając się w stronę biurka i opierając łokciami o nie.
-Pracuje już, jak całe Aka.
-Dei nie pracuje. – Poprawiłam go. Chłopak zmieszał się, jakby właśnie coś wydał.
-Wiem tylko, że większość Aka pracuje, myślałem, że wszyscy. Dei może nie. Ale w sumie robią też czasem coś dla firmy wuja. Więc kasa zawsze im wpada. – Był jakby przejęty.
-Ale ty też coś znajdziesz, nawet jeśli to nie będzie firma wuja. Jesteś zbyt oschły, by czegoś nie dostać.
-A ty nie dostaniesz nic, bo kto by taką płaską chciał.
-Jeny! Ty znowu o tych cyckach. – Oburzyłam się. Sasuke patrzył na mnie jakby chciał coś ode mnie usłyszeć. – Wiesz… - podciągnęłam się i usiadłam na biurku. – Czasem, gdy byłam w Ameryce zastanawiałam co w tym momencie właśnie robicie. Myślałam nad tym czy w ogóle o mnie pamiętacie.
-Ja nie pamiętałem. Po co mi o takim kurduplu pamiętać. 
-A ja tęskniłam. – Wygłosiłam mu. Zeszłam z biurka i wróciłam do szukania łazienki. Znalazłam ją dość szybko, ponieważ nie byłam tu pierwszy raz. Lecz z piętnaście drzwi na jednej stronie holu to o wiele za dużo. Usiadłam na wannie i po prostu mnie roznosiło. Co on sobie myśli, że może mnie tak traktować? Zawsze był chamski, ale ostatnio przechodzi sam siebie. Ciągle tylko: „Jesteś płaska”, „po co za tobą tęsknić”. Idiota! Po co ja w ogóle się nim przejmuje. Jest taki, jaki był. Nie wiem co ja kiedyś w nim widziałam. Zawsze liczył się on, a to Naruto pomagał mi w złych sytuacjach. On jedynie zajmował się gwiazdorzeniem w szkole. Pomyśleć, że muszę zostać tu na noc. Choć w sumie mogę się wymknąć, kto mi zabroni. Zadzwonię do chłopaków, może gdzieś wyjdą. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Napisałam do Juna i już za chwilę dostałam odpowiedź. Szybko ubrałam kurtkę i wyszłam z domu. 
-Gdzie ty się wybierasz? – Poczułam jak Sasuke łapiąc mnie za nadgarstek przekręca w swoją stronę. 
-Wychodzę. Nie zabronisz mi tego. – Uśmiechnęłam się i wyrwałam rękę z uścisku.
-Nie możesz. –Zaczął.
-Nie jesteś moim opiekunem. Mogę robić, co chce. 
-Zadzwonię do Deia. -  Nastraszył mnie.
-No i co on zrobi? Przyjdzie tu i mnie zatrzyma? Nie przyjedzie, bo ma jakąś robotę. – Uświadomiłam mu jadowitym tonem.
-Ej! Nie takim tonem! Co ty sobie wyobrażasz? Jesteś rozpieszczonym bachorem! Deidara jest dla Ciebie za miły! – Wydarł się na mnie i szarpnął, wpychając do domu. Wkurzył się i to nie byle jak. Jego oczy płonęły. – Myślisz, że wszystko Ci wolno, bo nie ma tu twoich rodziców i Deidary?! Kurwa on cię zostawił pod moja opieką! Jak ci się coś stanie to mnie zabiją! Możesz być córeczką mamusi czy tatusia. Gówno mnie to obchodzi, tu jesteś jedynie Sakurą! Moją byłą dziewczyną, której nigdy nie lubiłem. – Słuchałam go. Nic tak bardzo mnie nie zszokowało jak ostatnie zdanie. Rozszerzyłam oczy. Gdy on trzymał mój nadgarstek i z furią wypowiadał słowa. Łzy zaczęły nalatywać mi do oczu. Nie przez to, że na mnie krzyczał. Do tego jestem przyzwyczajona. Ale stwierdził, że nigdy mnie nie lubił. Po roku bycia razem, od razu mnie nie lubi. Tak myślałam, że jest ze mną byle tylko mnie zaliczyć. Jak dobrze, że się nie dałam. Wyrwałam rękę z jego uścisku i pobiegłam na górę. Wiedziałam dobrze, jaki pokuj dostanę, zawsze ten sam. Były tam już moje rzeczy, za pewne Sasuke je przeniósł, gdy się uczyłam. Zamknęłam drzwi na klucz i od razu wylądowałam na podłodze z płaczem. Co za typ! Nie chce już nikogo znać w tym mieście. Mam wszystkich po dziurki w nosie. Wyjęłam telefon i wykręciłam numer do Deidary. Wiem, nie powinnam od razu się skarżyć, ale bycie tu przez noc nie jest najlepszym rozwiązaniem dzisiaj. Długo czekałam zanim odbierze, ale zrobił to.
-Coś się stało? – Od razu przeszedł do pytania. Bez żadnego „Hej” „Po co znowu dzwonisz?”.
-Dei, dlaczego nie mogę nocować w domu? – Zapytałam próbując wstrzymać płacz. 
-Mówiłem ci, że nie jest mi to na rękę, jak ci się coś… 
-Ale nic mi się nie stanie. Dlaczego tak mnie pilnujesz? Rodzice nic ci nie zrobią, że zostawiłeś mnie samą w domu. Przecież pracujesz. – Mówiłam to z trzęsącym się głosem. Zapewne już wywnioskował, że płaczę.
-Sakura… - zaczął spokojnie i bardzo miło. – Tu chodzi o moje sumienie. Gdybyś była sama w domu nie mógłbym normalnie myśleć o tym, co robię. A teraz powiedz mi czemu płaczesz.
-Chłopacy to dranie, razem z tobą. Wracam do domu. – Rzuciłam mu słuchawką. Wzięłam torbę na ramię i wyszłam z pokoju. Sasuke nie było nigdzie widać. Wyszłam cicho z domu i skierowałam się na przystanek. I znowu ta sama bajka siedząc w autobusie płakałam. Czemu zawsze wychodząc od tego idioty ryczę. Mogłam się tego spodziewać, że chciał mnie przelecieć i tyle. Ale jak on potrafił tak to maskować. Przecież będąc z kimś przez rok nie da się udawać. To jest za długo! Poczułam, że dzwoni telefon. Wyjęłam go i odebrałam.
-Sakura prosiłem cię byś została u Sasuke. Możesz chodź raz mnie posłuchać?! – Wydarł się.
-Przykro mi jestem rozpieszczonym bachorem. Nie umiem się słuchać. – Skwitowałam.
-Sasuke znowu się z tobą kłócił? – Zapytał.
-Nie. Powiedział, za dużo słów w jednej wypowiedzi. – Wysiadłam z autobusu i zaczęłam iść w stronę domu. 
-Gdzie jesteś? – W ogóle zmienił temat. 
-Zaraz będę w domu. – Odpowiedziałam.
-Nie możesz iść do domu! Błagam cię wracaj do Sasuke. – Był zdezorientowany, jakby jego plany zostały po prostu zniszczone. Chociaż w sumie zostały. Przeze mnie.
-Ale dlaczego?! – Wrzasnęłam.
-Bo mamy robotę od Uchihy, która jest tajna i robimy ją u nas. – Odpowiedział.
-Super nawet do domu nie mogę wrócić. – Zaśmiałam się nerwowo. – To ja pójdę do Juna. Do Sasuke nie wracam. 
-Jakiego Juna? – Zapytał zdziwiony. Usłyszałam w jego słuchawce jak chłopaki coś szepczą. 
-Ej to ten od czarnych kruków! – Wrzasnął któryś. 
-Jakie czarne kruki? – Zapytałam.
-Umówiłaś się z nim? – Zapytał, olewając moje pytanie. 
-Tak, zaraz po mnie przyjedzie. Ale o co chodzi z tym czarnymi krukami? –Spróbowałam znowu.
-Wracaj do domu. A ja po ciebie idę. – Zaczął Deidara. 
-Ale..
-Nie rozłączaj się. Chce cię słyszeć.
-Dei. O co tu chodzi? – Nadal próbowałam się czegoś dowiedzieć. Przy mnie pojawił się czarny samochód. 
-Hej Sakura. – Jun otworzył drzwi i do mnie wyszedł.
-Hej. – Odpowiedziałam mu.
-Sakura do kogo mówisz? – Usłyszałam Deia.
-Muszę kończyć, mam lekcje do zrobienia. – Skłamałam, próbowałam jakoś nie powiedzieć mu o tym, że chłopak już przyjechał.
-Jeśli przyjechał Jun, to proszę udaj, że się ze mną rozłączyłaś. Nie jedź z nim nigdzie. Czekaj tam na mnie. Błagam zrób o co proszę. – Jego głos był roztrzęsiony i błagalny. Nie potrafiłam mu odmówić. Był zdruzgotany i martwił się o mnie. Ale dlaczego…
-Okej… Pa. – Udałam, że rozłączyłam się z chłopakiem. 
-Z kim rozmawiałaś? – Zapytał spokojnie Jun i zabrał ode mnie torbę. 
-Dei. Pytał tylko czy wszystko okej. 
-Mówiłaś mu, że ze mną jedziesz? – Zapytał zerkając na mnie z pod bagażnika. Po co mu ta wiadomość.
-Nie. Myśli, ze jestem u Sasuke. 
-No to świetnie. Jedziemy? – Zamknął bagażnik i otworzył mi drzwi pasażera.
-Poczekajmy chwilkę. Trochę mi nie dobrze. – Próbowałam przedłużyć rozmowę, jak prosił mnie brat. 
Jun spojrzał na mnie wyczekująco. Usłyszałam jakiś tupot nóg. Chłopak odwrócił się w tamtą stronę. Deidara z Sasorim biegli tu jak tylko szybko mogli.
-Powiedziałaś mu! – Wrzasnął Jun i do mnie podbiegł. Złapał mnie za ramiona i wrzucił do samochodu.  Wleciałam na siedzenie i uderzyłam głową w skrzynie biegów. Po chwili wyprostowałam się i chciałam wyjść z auta, ale chłopak już siedział na miejscu kierowcy i odjeżdżał. – A chciałem to zrobić spokojnie i bez bójek. – Zaczął, ale za chwilę zmienił temat. - Okłamałaś mnie. 
– Wy wszyscy mnie okłamujecie. Ja nie wiem, co tu się dzieje. – Zaczęłam.
-I nie musisz. I tak to już twój koniec. – Kierował samochodem jak szalony. Jeszcze tak szybko nigdy nie jechałam. – Byłaś tak naiwna, że zadzwoniłaś po mnie, gdy nie było Deidary, a twoim opiekunem był były chłopak, którego nienawidzisz. – Śmiał się ze mnie. Z mojej głupoty, że zaufałam komuś takiemu. - Wszystko ułożyło się pięknie. Pojedziesz teraz ze mną i powiemy twojemu bratu, że chcemy okup. 
-Pieniądze da ci bez problemu, więc czemu to niby ma być mój koniec. – Obięłam się rękoma. Poczułam w kieszeni telefon. Przecież Dei nadal nas słyszy. 
-Bo to nie wszystko. Okup to okup, ale będzie potrzeba też nam rozrywki. Ty będziesz jedną z nich. A drugą będzie zlikwidowanie Akatsuki. 
-Rozrywką? – Zapytałam przełykają ślinę. Czułam już o co mu chodzi, ale chciałam przedłużyć rozmowę. Chciałam w ogóle rozmawiać, by Deidara wiedział, że cały czas żyje.
-No wiesz.. Mimo wszystko jesteś dziewczyną. Może nie masz za dużych cycków. Ale zawsze to dziewczyna. – Uśmiechnął się i zerknął na mnie.
-A… gdzie mnie teraz zabierasz? – Zapytałam. Może będzie takim idiotą i odpowie.
-A to słodka tajemnica. – Uśmiechnął się szyderczo. – A czemu… Nie rozłączyłaś się z nim! – Wrzasnął i zatrzymał samochód. Złapał mnie za nadgarstki i usiadł na mnie okrakiem. Gdzie masz ten telefon? – Jego oczy były w furii. Gorszej niż Sasuke. Patrzył na mnie i czekał na odpowiedź. Wyjrzałam przez okno. Byliśmy na starych fabrykach. Kiedyś chodziłam tu z Deidarą żeby bawić się w chowanego. 
-Może bawi się z tobą w chowanego. – Uśmiechnęłam się. – W dzieciństwie często ludzie się w to bawią, więc może wróćmy do tych czasów? 
Chłopak zdenerwował się i uderzył w mój policzek. Deidara proszę zrozum moją aluzje. Błagam. Jun zaczął mnie dotykać szukając telefonu. Nie zrobię już nic. Znalazł. Wyjął go i przyłożył do ucha, wracając za kierownicę. 
-Witam drogiego Deidarę. – Znowu ruszył. Ale nie za daleko. Usłyszałam huk otwieranych drzwi fabryki i samochód. Jeden zablokował nam drogę z przodu, a drugi z tylu. Z budynków wyszły trzy osoby. Nie widziałam sylwetek. Ale Jun nie był zadowolony. Szybko przeszedł na moją stronę. Złapał za włosy i nadgarstek. Wypchnął przez drzwi i ustał ze mną. Po chwili dopiero poczułam, że przystawia mi coś do głowy. Zerknęłam. Pistolet. Przełknęłam ślinę, to będzie mój koniec.

-------------------------------------------------------------------
No i udało się!
Takiej weny dziś dostałam, że w ogolę pozmieniałam to co chciałam napisać. Ale jest dobrze!
Mam nadzieje, że będzie się wam podobać. No i czekam na waszą opinię. :)
Już niedługo koniec nauki. Teraz tylko poprawa ocen na jak najlepsze. I w piątek koniec :)
Mam nadzieje, że macie takie oceny jakie chcieliście. 
Pozdrawiam 
Viki

środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 3

Po dzwonku wybiegłam z klasy, nie miałam chęci rozmawiać z nikim z grupy, a tym bardziej z Sasuke. Szłam przed siebie. W tylko mi znane miejsce. Wbiegłam po schodach na sam szczyt i usiadłam na nich. Koniec schodów znajdował się przy wyjściu na dach. Nikt tu nie przychodził, bo bali się woźnego, a ja z nim dogaduje się dobrze. Dogadywałam, teraz w sumie nie wiem jak to będzie. Ale to jest najmniej ważne, jeśli przyjdzie to każe mi tylko stąd zejść. Otworzyłam swoje pudełko ze śniadaniem, gdzie znajdowały się owoce pomieszanie z jogurtem. Spokojnie zaczęłam je jeść, mając nadzieje, że nikt mi nie przeszkodzi. Włączyłam muzykę, tak by nie słyszeć nikogo, ale przy tym słyszeć dzwonek. Więc wszyło, że i tak słyszałam szum rozmów z dołu. Zatopiłam się w muzyce i w pysznym jedzeniu, którego w końcu nie zabrał mi brat. Moja ulubiona od ostatnich dni piosenka, przy której miałam chęć tylko tańczyć, rozbrzmiała w moich uszach. Patrzyłam na moje śniadanie i ruszałam głową w rytm muzyki. Po jakiejś chwili zobaczyłam, że ktoś koło mnie przeszedł. Spojrzałam w bok i zobaczyłam, jak po schodach wspina się ktoś mi znajomy. Chłopak uśmiechnął się. Dopiero po chwili zauważyłam, że to Jun. Wyjęłam słuchawkę z ucha, a on usiadł na schodku niżej.
-Co ty tu robisz? – Zapytałam od razu z uśmiechem.
-Uczę się. – Zaśmiał się.
-Jak to?! – Krzyknęłam.
-No normalnie. Chodzę do szkoły, uczę się. Nie mam nawet żadnego zagrożenia. – Uśmiechnął się słodko.
-Czemu nie powiedzieliście mi wcześniej, że tu uczęszczacie? – Zapytałam.
-Nie pytałaś. – Pochylił się i zabrał mi kawałek owocu z pudełka. – I nie wiedziałem, że ty tu też chodzisz. – Wziął go do buzi. – Pyszne. Chyba zacznę takie robić.
-Jesteście niemożliwi! Do jakiej klasy chodzicie? – Zapytałam szybko.
-Trzecia D.
-To nie ta, gdzie jest cała grupka Akatsuki? – Rozmyślałam nad tym, czy to nie była klasa Deia.
-Tak, jest w niej Twój brat.
-Ale, czemu was nie poznał, gdy byliście ze mną? – Zapytała szybko.
-Bo my to takie szare myszki, w kącie siedzimy i nikomu się nie pokazujemy. – Zaczął się śmiać. – A tak na serio, to Aka nie interesuje nikim poza nimi. No dobra, Twojego brata interesujesz jeszcze ty. Kochana, jak on potrafi Cię bronić. Nawet była taka sytuacja… - W tym momencie przerwał mu dzwonek. – Gdzie masz lekcje? Jeśli Ci to nie przeszkadza przyjdę na następnej przerwie do Ciebie, wtedy jest długa. – Wstał i podał mi rękę do pomocy.
-Dwadzieścia trzy. – Użyłam pomocnej dłoni i wstałam. Szedł ze mną aż do drzwi, nauczyciela oczywiście jeszcze nie było. – Dziękuję i widzimy się po następnej lekcji. – Uśmiechnęłam się i weszłam do klasy.
-Sakura! – Usłyszałam, jak ktoś krzyczy i rzuca mi się na szyje. Spojrzałam na osobnika i był nim Naruto.
-Hejka Naruto. Zaspało się na pierwszą lekcje? – Zapytałam odwzajemniając uścisk.
-No wiesz… - podrapał się za tył głowy. – Bo budzik nie zadzwonił, a w domu jest tylko wuj.
-Tak, tak tłumacz się.
-Klasa pierwsza A nie ma dziś dwóch historii i ostatniego angielskiego. – Do klasy wszedł wice dyrektor. - Proszę wziąć swoje rzeczy, macie dwa okienka.
-A co jest z Kakashim? – Zapytał Naruto.
-Panem Kakashim, jak już coś. – Poprawił go dorosły. – Jest chory. Tak powiedział i potwierdza to zwolnienie lekarskie. Ruszcie się i zabierajcie rzeczy, nie będę stał tu wieczność. Pamiętajcie, że macie wrócić na czwartą lekcje. Wszyscy zaczęli chować rzeczy do plecaków i wychodzić z klasy. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać do Juna, że nie ma po mnie przychodzić.
-A kto to Jun? – Nad moją głową znalazła się twarz Sasuke.
-A co cię to interesuje? – Zapytałam złośliwie i odeszłam od niego by w spokoju napisać esemesa.
-To, co może idziemy do mnie? Rodzice w pracy, więc chata wolna. – Usłyszałam krzyk Ino. Zerknęłam w tamtą stronę, oczywiście cała gromadka tam stała. Naruto właśnie w tym momencie na mnie spojrzał.
-A Sakura? – Zapytał. Dziewczyna spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Jeśli chce może iść z nami.
-Odmówię, muszę zrobić parę spraw na mieście. – Uśmiechnęłam się, tak samo jak ona, czyli złowieszczo.
-Pójdę z Tobą. – Zawołał blondyn. – Sasuke idziesz? – Odwrócił się do niego.
-I tak nie mam nic lepszego do roboty. – Obydwoje skierowali się w moją stronę. Dziewczyna najwyraźniej nie była zadowolona faktem, że idą ze mną. Widziałam złość w jej oczach, które na mnie patrzyły. Chłopcy ustali po mojej lewej i prawej oraz zaczęli iść do wyjścia, gdzie podążyłam razem z nimi. – To co masz do załatwienia? – Zapytał, Sasuke patrzący w niebo. Na śmierć zapomniałam, że teraz muszę coś wymyślić. Przecież tylko udawałam, że mam coś do załatwienia. Myśl Sakura…
-Muszę kupić coś na obiad. – Uśmiechnęłam się.
-I potem weźmiesz to do szkoły? Przestań Dei cię potem zabierze na takie zakupy. Idziemy do ciebie idioto. – Zawołał do Naruto.
-A Sakura chciała coś załatwić. – Zaczął się martwić.
-Już nie ma nic do załatwienia. To jak? Rodzice są w domu? – Zapytał.
-Chyba mama i wuj, ale mamy okienko, a nie wagary. Więc spokojnie możemy iść. – Uśmiechnął się. – Na pewno się ucieszą, gdy zobaczą Sakure.
-No to w drogę. – Zawołał czarnowłosy.
-*-
W sam raz zdarzyliśmy na autobus, który jechał w stronę domu blondyna. Gdy tylko wysiedliśmy skierowaliśmy się do dzielnicy, w której i ja mieszkam. Właśnie.
-Możemy iść do mnie, brata nie ma w domu. – Zaczęłam.
-O tym nie pomyślałem. – Uśmiechnął się Uchiha. – Zmiana planów Naruto. Idziemy do Sakury.
-Jak ja dawno tam nie byłem. – Zawołał.
-Ja też. Więc prowadź.
-Chyba aż tak nie zapomnieliście, gdzie mieszkam… - zaśmiałam się. Nie wiem, czemu, ale przy nich dwóch czułam się jak z najbliższymi. Nawet Sasuke wydawał się wtedy jakiś miły. Zawsze tak było. Byliśmy dla siebie jedyni. Mimo że trzymaliśmy się z resztą grupy, to i tak nikt nie mógł przebić tego, jak my potrafiliśmy się ze sobą dogadać. Wszyscy zawsze nam zazdrościli tego, że mówimy sobie o wszystkich, ale i dziwiło, ponieważ gdy Naruto nie było przy mnie i Sasuke to kłóciliśmy się jak nigdy. Nasza przyjaźń była specyficzna, ale mimo to im ufałam. Nawet teraz, gdy nie widziałam ich rok… Oni wrócili do mnie. Nie poszli z Ino, poszli ze mną. Nawet bez mojej prośby. W niecałą minutę dotarliśmy do mojego domu. Chłopcy rozgościli się w salonie i już grali w playstation. Ja poszłam do kuchni z myślą, żeby zrobić nam coś do jedzenia. Wyciągnęłam z lodówki zrobione w weekend ciasteczka i nalałam każdemu soku. Wróciłam do nich i postawiłam wszystko na stole. Rozłożyłam się na fotelu, który stał obok sofy. Patrzyłam jak zawzięcie walczą, w jakiejś grze, a Naruto próbuje przy tym zjeść ciastko. Wyglądało to przekomicznie, dlatego nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Spojrzeli się na mnie.
-Właśnie. – Zaczął Naruto i odłożył konsole. – Jak się czujesz po powrocie tu? – Spojrzał zmartwiony. Mimo że był idiotą i umiał tylko wariować. To jeśli chodziło o mnie lub Sasuke potrafił mieć zimną krew i się wszystkim zainteresować.
-Jakoś… - oznajmiłam i spojrzałam na telewizor.
-Nie lubisz już nas? – Zapytał.
-Ciebie lubię. Sasuke toleruj. – Spojrzałam na czarnowłosego.
-Wzajemnie różowa. – Odegrał się.
-Ale nie czuje już tego co było kiedyś. Teraz wszędzie zamiast mnie jest Karin. Ale nie mogę mieć do nikogo za złe. Ponieważ nie było mnie rok no i mogliście sobie kogoś znaleźć.
-Karin w ogóle nie wiadomo jak znalazła się w naszej grupie. – Zaczął Sasuke. – Ino przyprowadziła ją na jakąś imprezę i potem tak we dwie się trzymały. Co było dziwne, ponieważ one się nienawidziły. Ona nadal jest zagadką, tylko Ino ją u nas toleruje. Nikt więcej. – Skończył swoje kazanie i wypił sok.
Spojrzałam na niego zdziwiona. No co się z nim ostatnio dzieje? Ciągle albo mnie pociesza, albo wyciąga z jakiś głupich myśli.
-Zgadza się. Nawet Hinata, która wszystkich lubi za nią nie jest. No i Karin ciągle klei się do Sasuke, co wszystkich po prostu denerwuje. – Wtrącił się Naruto.
-Jeśli tak bardzo wam przeszkadza to czemu jej nie wywalicie? – Zapytałam.
-Bo to by zraniło Ino. – Powiedział smutno Naruto.
-Ale nie tylko to mnie smuci. Zmieniłam się ja i wy. Nie widzę już w naszej grupie, żeby ktokolwiek traktował mnie poważnie. Kiedyś nie było to do pomyślenia. A teraz każdy się śmieje z wszystkiego co robię. Więc wolę po prostu z wami się nie trzymać. – Wyprostowałam się na fotelu. Znowu wyżalanie się. Nie lubię tego, ale przy Naruto zawsze wyjdzie wszystko ze mnie gładko.
-Sakura Karin to Karin. Jest z nami, bo Ino tak chce. Może i się każdy z nas zmienił, ale ja nie chce cię tracić, gdy już wróciłaś. – Spuścił ze smutkiem głowę Naruto.
-Przepraszam. Postaram się następnym razem wytrzymać do końca na imprezie. – Ukucnęłam przed nim i podniosłam jego głowę. Patrzył na mnie smutnymi oczami. Uśmiechnęłam się. Muszę to zrobić, tylko i wyłącznie dla Naruto. On nigdy mnie nie zostawi.
-Sasuke też się za tobą stęsknił. Nie pokazuje ci tego, bo sama wiesz, że nie umie. Mi jednak to powiedział. – Oboje na niego spojrzeliśmy. Jego maska nadal znajdowała się na twarzy, jakby nikt nie podeptał jego godności.
-Czyżby? – Zaśmiałam się zwycięsko. W tym momencie drzwi do domu się otworzyły, szybko wstałam na równe nogi.
-Kakashi mówił coś o tym. – Usłyszałam głos brata. – Trzeba to znaleźć, jak najszybciej. Na górze masz kompa. – Koło drzwi do salonu przebiegł Sasori i Pein. - Itachi ty musisz poszukać… - W drzwiach znalazł się blondyn. Spojrzał na nas zdziwiony. – Co wy tu robicie? Wagarów się zachciało? – Zapytał szybko.
-Nie mamy dwóch historii. – Odpowiedziałam patrząc pytająco na całą sytuacje. Co tu się dzieje? – A ty? – Zwróciłam się do niego.
-Angielski. – Wypowiedział czarnowłosy. – Zapomnieliśmy pracy domowej na historię, a pani od angielskiego puściła nas po nią. – Powiedział Itachi.
-Kakashiego nie ma. – Oznajmiłam.
-Teraz się o tym dowiedzieliśmy. – Uśmiechnął się Hidan. – Od was. – Dodał szybko. – No to co wołamy chłopaków i wracamy do szkoły? – Zwrócił się do chłopców.
-No co ty. – Zawołał Dei. – Mamy dwie historie, a potem dwie matmy. Ja nigdzie nie wracam. – Wszedł do pokoju i usiadł przy chłopcach. – A wam radzę się zbierać, za dwadzieścia minut zaczyna się czwarta lekcja. – Spojrzał na nas wyczekująco. Wyszłam do przedpokoju, a za mną chłopcy.
-Dei mam! – Wrzasnął Sasori, który właśnie ześlizgnął się po poręczy schodów. – Wiesz gdzie to było?! – Zeskoczył i spojrzał w naszą stronę. – Hej dzieciaki. – Zawołał. – Wagary sobie robicie? – Zapytał spokojnie. – Nieładnie. Już do szkoły. – Pokazał na drzwi, które zaraz otworzył.
-Idę! – Krzyknęłam.
-I dobrze. Nie wracaj! – Odgryzł mi się brat.
-Żebyś nie pożałował tych słów! – Zamknęłam za sobą drzwi.
-*-
Przed w-fem siedzieliśmy wszyscy razem. Koło mnie byli oczywiście Naruto i Sasuke. Słuchałam wielkich problemów Ino i Karin, które wcale nie były wielkie. Chodziło im o jakieś połamane paznokcie i kupno nowego lakieru do paznokci. Po prostu problemy życia. Rozbrzmiał dzwonek na lekcje i w pięć sekund przy nas znalazł się Gai, nauczyciel od w-fu. Zwariowany gość, jak nikt. Czasem to wymęczał chłopców do takiego stopnia, że ledwo szli do szatni. Nam dziewczyną, odpuszczał. Zawsze mówił, że my powinnyśmy ćwiczyć tyle ile jest dla nas potrzebne. Czyli kilka brzuszków, jedno kółeczko wokół sali. Wolał z nami robić jakieś rozciągania i chodzenie po ławce.
-Dobra pierwszą klasę zapraszam. – Krzyknął przy wejściu na salę.
Ruszyliśmy się z miejsca i poszliśmy za nim. Ustawiliśmy się w dwuszeregu. Nauczyciel szybko sprawdził obecność i zaczął swój monolog na temat tego co dziś robimy.
-Ino, Sakura, Sasuke, Tenten, Kiba, Naruto, Hinata, Shikamaru, Gara, Lee, Neji, Sai. Dzisiaj gracie w siatkówkę. Reszta klasy gra w nogę ze starszakami. Oni wam tam powiedzą, co i jak. Opiekuje się wami pan Yamato. Mówię pierwszą drużynę. Sakura, Shikamaru, Lee, Neji, Kiba i Sasuke. Reszta to druga drużyna. Pierwszej drużyny kapitanem jest, Sasuke, a drugiej Naruto. Ustawić się.
Wszyscy powoli poszli na swoje miejsca. Oczywiście nikt nie bierze tego dla zabawy. Wszyscy chcą pokazać kto jest lepszy, a na pewno Ino, która właśnie ustała koło mnie.
-Zobaczymy kto wygra. – Prychnęła.
-Na pewno nie ty. – Uśmiechnęłam się.
-Zobaczymy. Różowa. – Zawołała i poszła na swoje pole.
W mojej drużynie w pierwszej linii od lewej ustawił się Sasuke, ja i Kiba, z tyłu Lee, Neji i Shikamaru. W drużynie Naruto, Ino, Hinata i Gara, a z tyłu Tenten, Sai i Gara.
-Walka. – Zawołał nauczyciel i wyrzucił piłkę.
Zaczęła się ostra gra. Odbiłam piłkę dość perfekcyjnie. Leciała prosto na Saia, który jej nie odbił. Piłeczka nasza! Krzyknęłam w myślach. Shikamaru wziął piłkę i podrzucił ją. Za chwilę znalazła się na drugiej stronie boiska. Hinata ledwo zdołała ją odbić, ale udało jej się. Sasuke odebrał ją i odbił do mnie, a ja wystawiłam szmaciankę, którą bez problemu ściął Kiba. Następny punkt dla nas! Minęło już pół lekcji, a my wygrywaliśmy jednym setem, oraz byliśmy w połowie drugiego. Wygrywaliśmy w nim 18:15. Tenten właśnie wybiła dość lekkiego serwa, którego bez problemu mogła przebić przy siatce. Właśnie miałam to zrobić, gdy ktoś na mnie wpadł. Przy tym przewróciłam się na Kibe, który przewrócił się pod moim ciężarem. Pociągnęłam także za sobą, osobę, która na mnie wpadł. Leżałam na Kibie, a obok mnie leżał Sasuke. Bez żadnej reakcji po prostu wstał i ustał na swoje miejsce. Spojrzałam na niego spod byka. Kiba pomógł mi wstać, a ja przepraszałam go. Zaczęliśmy dalszą grę, która była jeszcze bardziej zacięta, ponieważ kończyła nam się lekcja. A przeciwna drużyna chciała z nami chociaż mieć remis. Gra zakończyła się gwizdkiem oraz wygraniem setem dla nas. Przybiliśmy sobie piąteczki i poszliśmy na zbiórkę.
-No.. No.. Bardzo dobra gra. Aż chyba dziś wystawię za nią oceny. – Nauczyciel spojrzał w dziennik, a my zaczęliśmy się cieszyć, jak małe dzieci. – Wybrana drużyna dostanie piątki. Podajcie mi nazwiska. – Spojrzał na nas z uśmiechem.
-*-
Wyszłam z szatni i spotkałam na korytarzu Sasuke. Zaczęliśmy iść razem. Od razu przypomniała mi się sytuacja z w-fu.
-Odbiła bym to. Nie musiałeś na mnie wpadać. – Spojrzałam na niego.
-A może chciałem na ciebie wpaść? – Uśmiechnął się chytrze.
Zrobiła pytającą minę. Wyszliśmy z obszaru szkoły i skierowaliśmy się na przystanek. Sasuke wyjął z kieszeni paczkę papierosów i wyjął jedną.
-Ty pali? – Zdziwiłam się i patrzyłam jak na kosmitę. On brał wszystko, ale nigdy fajek. Unikał ich jak ognia. Spojrzał na mnie z papierosem w buzi.
-Chcesz? – Wyciągnął do mnie rękę z paczką.
-Nie.
-Ślicznie wyglądasz. – Oznajmił mi. Spojrzałam się na niego jak na głupka. No o co mu od ostatnich dni chodzi? Ktoś mi wytłumaczy co mu się stało z jego głową? – Nowa fryzura? – Złapał kłosa, który był już lekko rozwalony przez grę.
-Dobrze się czujesz? – Zapytała przerażona.
-Oczywiście. – Złapał mnie w talii – Boisz się?
-Nie. – Odepchnęła go lekko. Ludzie ratujcie z Uchihą, jest coś nie tak. Chyba że chce mnie przelecieć, a potem zostawić jak zabawkę. To jedyne logiczne rozwiązanie.
-Boisz się. Widzę to w twoich oczach. – Przybliżył się do mnie jeszcze bliżej. Wyrzucił niedopałek papierosa.
-Uchiha o co ci chodzi? Bierzesz coś ostatnimi dniami? – Zapytałam go. – A może masz gorączkę? – Dotchnęłam jego czoła, ale było normalnej temperatury.
-Nic nie biorą. Chory też nie jestem. – Wziął moją rękę i trzymał ją tak. – Mam pytanie. – Spojrzał mi w oczy.
-J-jakie? – Zapytałam lekko przerażona.
-Co byś zrobiła gdybym zapytał cię o chodzenie? – Jego kamienna twarz nie schodziła. Nadal był spokojny. Nic po prostu nic się nie zmieniało. Co się z nim dzieje?
-Co? Świetny Uchiha pyta się o chodzenie? – Krzyknęłam nagle i wyrwałam rękę z jego uścisku. Wzruszył ramionami.
-Gdybym? – Zapytał.
-Gdybyś zapytał. Zapewne bym odmówiła, ponieważ my się nienawidzimy. Tolerujemy się tylko przy Naruto. Zapamiętaj to. A i jeszcze jedno. Ty nigdy byś tego nie zrobił. Jeśli już byś kogoś o to prosił. Chciałbyś po prostu przelecieć tą dziewczynę i zostawić. A ja wiem, że jestem płaska. Przypominasz mi to od gimnazjum. Więc na tej liście nie jestem. No chyba że w kimś się zakochałeś i chciałeś wypró.. – Zatknął mi usta dłonią.
-Za dużo gadasz. Miałem tylko jedno pytanie. Odpowiedź nie miała być tak rozbudowana. Może kogoś na oku mam, może nie. Niech cię to nie interesuje. – Spojrzał w stronę przystanku. – Autobus zaraz ci odjedzie.
-Uchiha zabije cię! Dei po mnie nie przyjedzie! – Wrzasnęłam i bez pożegnania pobiegłam w stronę autobusu.
---------------------------------
Ja nie mogę z jakim opóźnieniem się pojawił ten rozdział. 
Przepraszam was bardzo za to. Nie chciałam żeby tak wyszło. Wybaczycie mi?
Rozdział taki... No taki trochę zapowiadający coś (nie mówię tu tylko o Sasuke, domyślać się) i trochę taki no nie wiem... zwyczajny, można powiedzieć, że w momentach nudny.
Czekam na wasze komentarze co o nim myślicie, właśnie nie bójcie się ich pisać, ja nie gryzę. ;*
Ja ma ferie (nie chwale się) więc pewnie następny rozdział napiszę w ich czasie to chociaż opóźniony nie będzie.
Pozdrawiam was Kochani! Do usłyszenia!
Viki